Hummus, kawa i gradobicie.

Chyba w końcu udało mi się względnie ogarnąć wygląd tego, co teoretycznie mogę nazwać blogiem. Walka była bardzo nierówna, WordPress miał znaczną przewagę, bo chyba zmówił się z moim Photoshopem i nic nie chciało działać i współpracować ze mną. Po wielu godzinach (głównie wydawania nieludzkich dźwięków i chowania twarzy w dłoniach, bo, po co ja … Czytaj dalej Hummus, kawa i gradobicie.